Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 sierpnia 2013

Elizabeth Growd cz.VII+zakończenie :)

Heej :D dawno się nie widzieliśmy, tęskniliście? No dobra, wiem, że nie, ale co tam.
Dobra, dzisiaj trochę dłużej, bo nie dość, że siódma część jest długa, to jeszcze zakończenie. A tak btw. To piszę drugą część mojej książki :3
Dobra, nie będziemy się tu chyba rozpisywać, bo przecież opowiadanie całe takie długie.
Zapraszam :*


                             VII
-Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Myślałam, że wiesz...
-Nie! Wcale tak nie myślałaś, wiem o tym-krzyczała Elizabeth
Laura płakała.
-Przepraszam.
Elizabeth westchnęła i przytuliła przyjaciółkę(a właściwie siostrę).
-Będziemy dzisiaj wieczorem czekać na tę kobietę-powiedziała-dowiemy się kto to.
-Dobrze-Laura otarła nos-będę z tobą.

                                                                       ***
Było sześć minut po dziesiątej. Siostry siedziały w krzakach i czekały. Laura była smutna, niepewna i przestraszona, ale czekała razem z siostrą. Punktualnie dziesięś minut po dziesiątej z budynku wyszła kobieta. Elizabeth kazała siostrze się przesunąć, ponieważ miała przeczucie, że kobieta tam zajrzy. Sprawdziło się. Kobieta sprawdziła teren i niewidząc nic podejrzanego, poszła do parku. Dziewczyny podążyły za nią.
Kiedy doszły do parku, ojciec już czekał.
-Spóźniłaś się-zauważył.
-Musiałam sprawdzić, czy małe za mną nie idą-odezwała się kobieta. Jej głos był delikatny, przyjemny dla uszu-wybacz kochanie.
-Kochanie?-szepnęły jednocześnie siostry-kto to jest?
-Myślisz, że powinniśmy im powiedzieć? O wszystkim?
-Nie-zaprzeczył ojciec-nie teraz. To... Zbyt ciężkie...
-Musimy-nalegała kobieta-kłamanie jest wobec nich nie fair.
-Chcesz im z marszu powiedzieć? Jak one to zniosą? Nie zniosą, tak myślę. Znienawidzą i ciebie, i mnie. To nam nie wyjdzie na dobre.
-No, przecież musimy im powiedzieć-zauważyła-muszą się kiedyś dowiedzieć.
-Tak, racja. Lecz niewiem, czy teraz. Z resztą, mają spokojne życie i...
-Już nie-przerwała mu kobieta-dowiedziały się części. Nie zaznają spokoju.
-Racja-wykrzyknęła Elizabeth wstając.
-Nie, nie-szeptała Laura-nie teraz... Elizabeth-wstała.
-L-Laura!-wyjąkała kobieta- E-Elizabeth!
-Kim jesteś?-zapytała ta druga
-I co od nas chcesz?-dodała jej siostra.
-Ja-kobieta westchnęła-Ja...-Ściągneła kaptur.
-Mama!-wykrzyknęły siostry.
-Tak-Matka uśmiechnęła się-to ja. Żyję.
Dziewczyny stały osłupiałe wpatrując się to w mamę, to w tatę, to znowu w mamę i tak w kółko.
-Ale jak to... Żyjesz-Wydukała skołowana Elizabeth-N-nie możliwe! Przecież tata Cię...
-To kłamstwa-przerwała kobieta-tata nic nie zrobił. Kiedy byłyście małe, zachorowałam na raka. Myślałam, że umrę. Kłamaliśmy, że zostałam zamordowana przez jakichś ulicznych przestępców. To z tatą powstało samo, nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy-westchnęła-okazało się, że się wyleczyłam. To było cztery lata temu. Nie chciałam was zaskakiwać, chciałam poczekać, aż staniecie się dorosłe. Niestety, znów zachorowałam. Pozostało mi mało życia-wydukała.
-O Boże...-szepnęła Laura. Elizabeth milczała.
-Chciałam-dodała mama-żebyście zamieszkały z tatą. Bardzo.
Elizabeth wybuchła płaczem. Wyła się oszukana, wykorzystana, nieważna. Uciekła. Biegła przed siebie. Wreszcie przycupnęła pod drzewem i płakała. Płakała parę godzin, po czym zasnęła.
Obudziła się około czwartej rano, słońce dopiero wzeszło, niepewne promyki muskały ziemię. Elizabeth wystraszyła się. Gdzie mama? Gdzie tata? Gdzie Laura? Pobiegła pod ławkę. Zastała kartkę od Laury:
Przychodź szybko, jak tylko się obudzisz, na ul. Latarnika 36/2
Proszę.
Laura

Dziewczyna pobiegła pod wskazany adres. Był to dom jej taty. Zapukała energicznie do drzwi. Otwrzył ojciec. Nic nie powiedział tylko wprowadził ją do salonu. Zastała tam płaczącą Laurę. Tata opadł na fotel i zakrył oczy dłońmi.
-To dzisiaj rano-powiedział-już dzisiaj.
-Co?-Elizabeth nie rozumiała.
-Mama...-wydukała Laura-Mama...ona...
-Nie-dziewczyna pokręciła głową-to niemożliwe! Przecież...
-To prawda-tata odsłonił twarz. Dopiero teraz dziewczyna zobaczyła, że zdjął kaptur. Miał twarz dobrodusznego człowieka, kiepsko ogolonego-dzisiaj, dokładnie o drugiej trzydzieści pojechałem z mamą do szpitala. Poprosiła o to, chciała bardzo tam pojechać, więc zamówiłem taxówkę. Kiedy bliśmy na miejscu, poszła do lekarki. Po chwili zapanowało zamieszanie. O trzeciej dwadzieścia jeden... Umarła. Jej blada twarz była taka przerażająca... Przepraszam, że tak mało ją znałyście. To moja wina. Uznałem, że tak będzie dla was lepiej, myliłem się.
Po policzku Elizabeth słynęła łza. Potem kolejna i kolejna. Płakała. Rzuciła się do ojca. Nie po to, żeby coś mu zrobić, tylko po to, żeby go przytulić. Po prostu. Wtuliła się w niego. To samo zrobiła Laura. Postanowiły, że go nie opuszczą...

            Zakończenie
Elizabeth, Laura i ich ojciec siedzieli przy stole. Była sobota rano. Od śmierci mamy minęły dwa tygodnie. Dziewczyny zamieszkały z ojcem. Teraz jedli śniadanie i pili kawę. Siostry oglądały przy tym zdjęcia, a tata mówił im kiedy i gdzie były robione.
-O, to jest nasze ślubne. A to, zrobione dwa miesiące po ślubie, na plaży. O, a tu mama w ciąży, z tobą-wskazał na Laurę-a tu mała Laura! To zdjęcie jest robione jeszcze w szpitalu, dwie godziny po porodzie-rzeczywiście, zdjęcie przedstawiało noworodka (Laurę) i mamę ubraną w piżamę i przykrytą kołdrą. Widzać było, że jest zmęczona, ale szczęśliwa-A tu mała Elizabeth-pokazał zdjęcie noworodka w kilkunasoma czanymi włoskami.
-Haha-zaśmiała się Elizabeth-byłam wtedy taka niewinna.
Dziewczyny jeszcze długo oglądały zdjęcia, a potem poszły na spacer. Był piękny, słoneczny dzień. Zostało osiem dni wakacji, więc trzeba było to uczcić. Poszły na lody, a potem chodziły po sklepach. Były szczęśliwe, zadowolone z życia. Czuły, jakby minęły wszystkie ich kłopoty... Lecz to dopiero początek...
               
                                                           Koniec
Mounty <3

czwartek, 25 lipca 2013

Elizabeth Growd cz.VI

Hej. Kolejna część :)
Zapraszam:



                              VI
Ta sama sytuacja zdarzała się przez następne trzy wieczory, w końcu postanowiła porozmawiać o tym z Laurą.
-Laura, musimy porozmawiać-powiedziała dziewczyna, po czym wyjaśniła jej, co widziała, pomijając to, że widziała tą dziewczynę ze swoim ojcem-co o tym sądzisz?-zapytała w końcu, po czym zauważyła, że jej przyjaciółka zbladła-co się stało?
Dziewczyna była całkiem blada, a z jej oka poleciała łza.
-Muszę ci o czymś powiedzieć-wyjąkała-ja... Jestem... Jestem Twoją siostrą-powiedziała roztrzęsiona.
Elizabeth otworzyła lekko usta i zamarła. Nie wierzyła w to, co usłyszała. Siostra? Ona nie miała siostry. Nie pamiętała żadnej innej osoby prócz mamy i taty.
-Kłamiesz!-krzyknęła-to niemożliwe!
Laura rozpłakała się i uciekła. Elizabeth pomyślała, że nie wie jeszcze wszystkiego. Nie wiedziała, co było w paczkach i skrzynkach, nie wiedziała czy to Laura nosiła je jej (i swojemu)ojcu, bo  przecież ta osoba miała czarne włosy, nie blond. Postanowiła przeczekać do wieczora.  

                                                                     ***
Była dziesiąta, Elizabeth patrzyła w niebo, na księżyc i czekała na dziweczynę. Kiedy ta się zjawiła, podbiegła do niej.
-Kim jesteś?
Postać wrzasnęła i przewróciła Elizabeth. Dziewczyna obolała odwróciła się. Tajemnicza, ciemno-włosa osoba biegła do parku. Dziewczyna pobiegła za nią.

Kiedy dobiegła, na miejscu był już ojciec. Rzuciła się na niego i wrzasnęła:
-Kim ona jest? Dlaczego nigdy nie wiedziałam, że mam siostre?
Ojciec nic nie powiedział. Odepchną córkę o uderzył ją w twarz. Ona zadrżała, z oczu pociekła jej łza. Nad nią stała tajemnicza postać.
-Kim jesteś?-szepnęła Elizabeth
Postać nie odpowiedziała, nie ściągnąła kaptura. Stała i patrzyła się na dziewczynę, która nic nie rozumiała. Wstała i popatrzyła na ojca, który stał bez ruchu, a potem zaczął uciekać i znikną za rogiem.
-O co chodzi?
Kobieta uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała.
-Powiedz mi o co chodzi!-krzyknęła dzwiewczyna. Kobieta odeszła zostawiając Elizabeth samą w parku...

Dziękuję,
Mounty

PS. Post dedykowany Oli <3


wtorek, 23 lipca 2013

Elizabeth Growd cz.V

Hej. Nie zgrałam zdjęć, nie chcę mi się. Niedługo dodam... Mam nadzieję.


                              V
Elizabeth poruszała się ostrożnie, około dwadzieścia metrów za postacią. Tajemnicza osoba przestała się już oglądać i szła pewniejszym krokiem. Poruszała się wyraźnie w stronę parku potem do niego weszła i skierowała się na ławkę, na której jeszcze wczoraj siedziała Elizabeth czekając na ojca. Postać doszła do ławki zdjęła kaptur i usiadła. Elizabeth schowała się w krzakach około dziesięć metrów od tajemniczej dziewczyny. Wkrótce zza rogu wynużył się... Ojciec. Ojciec Elizabeth. Dziewczyna przełknęła ślinę, jakby bojąc się, że zaraz będzie świadkiem morderstwa. Lecz jej ojciec przywitał się z dziewczyną, a ta dała mu skrzynkę i odeszła. A raczej chciała to zrobić, bo mężczyzna ją zatrzymał. Powiedział coś, a ona westchnęła i odbiegła. Ojciec uśmiechną się złowrogo i odszedł razem ze skrzynką. Elizabeth nic z tego nie rozumiała. "Kim była ta dziewczyna?" "Czego chciał od niej ojciec?" "Co było w skrzynce?" Zadawała sobie takie pytania wracając do domu dzieka. Niestety, nie potrafiła udzielić sobie na nie odpowiedzi. Westchnęła głośno i weszła przez ciemny korytarz do swojego pokoju. Było po jedenastej.
                                                                   
                                                                      ***
Dziewczyna obudziła się przed siódmą. Ubrała się, umyła i zeszła na podwórze. Zastała tam Laurę siedzącą pod drzewem ze szkicownikiem.
-Nic jej nie powiem-pomyślała Elizabeth-nie będę jej zawracać głowy swoimi problemami.
-Cześć!-powiedziała już na głos.
-Och, cześć-odparła Laura. Miała podkrążone oczy-źle dzisiaj spałam-wyjaśniła szybko.
-Acha. Co rysujesz?
-Takie tam... Bazgroły.-Elizabeth zajrzała przyjaciółce przez ramię. Na kartce narysowana była postać w kapturze.
-Wygląda jak dementor-zauważyła.
-Masz racje-Laura odłożyła ołówek i szkicownik-chodźmy, zobaczymy, czy w gnieździe są ptaki.
Elizabeth nie miała ochoty iść do lasu, ale postanowiła się poświęcić. Ma w końcu cały dzień, żeby pomyśleć o wydarzeniach poprzedniej nocy.
-Dobrze-odparła-daj mi chwilę, wezmę lornetkę-poszła i po chwili wróciła z lornetką w recę-możemy iść.
Kiedy dotarły i wdrapały się na drzewo, z przykrością stwierdziły, że ptaków jak nie było, tak nie ma. Elizabeth, za pomocą lornetki spenetrowała okolice w poszukiwaniu ptaków. Niestety, wszystkie które dostrzegła, miały swoje gniazda.
-Hm. Czy to nie dziwne, że tu jest to jajko? Przecież ptaki składają jaja wiosną, a jest sierpień-zauważyła Laura.
-Rzeczywiście-przyznała Elizabeth-nie pomyślałam o tym.
Dziewczyny chwilę siedziały w milczeniu, a potem stwierdziły, że czas iść na śniadanie, bo jest już po ósmej, a śniadanie jest o w pół do dziewiątej. Poszły więc zostawiając gniazdo z jajkiem na pastwę losu.

                                                                     ***
Nadszedł wieczór. Słońce zachodziło za horyzont, księżyc świecił lekko i niepewnie. Ptaki skończyły śpiewać, wył jakiś pies. W oddali słychać było pociąg. Elizabeth siedziała w krzakach i pilnowała, czy nie wyjdzie ta sama dziewczyna co wczoraj. Siedziała tak jakiś czas, aż punktualnie o dziesiątej dziesięć z drzwi wyszła czarno-włosa dziewczyna. Elizabeth zacisnęła zęby i starała się nie wydać żadnego dźwięku. Tajemnicza osóbka posuwała się szybko znów się rozglądając. Kiedy zniknęła za rogiem Elizabeth poszła za nią. Znów była świadkiem rozmowy dziewczyny z ojcem. Tym razem przekazała mu pakunek. Elizabeth była zbita z tropu...

Dziękuję i do zobaczenia!
Mounty
Zapraszam na aska :)

sobota, 20 lipca 2013

Elizabeth Growd cz.IV

Wróciłam. Notka dzisiaj wieczorem, albo jutro. Było super, ale mam więcej zdjęć nielalkowych... Lalkowych jest właściwie MAŁO. A w wodzie nie ma rzadnych, są na plaży. Nie bijcie ;(

A teraz czwarta część, chyba moja ulubiona ;*
Zapraszam, mam nadzieję, że nie zaśniecie xp


                                                                 IV
Dziewczyny szły przez las, odsuwając od siebie krzaki. Gałęzie muskały ich głowy, a zimny wiatr wiał im prosto w twarze. Weszły na polanę, na której rosło mnóstwo kwiatów. Tak, jakby ktoś rozrzucił je na trawie, nie zostawiając ani trochę pustego miejsca. Laura westchnęła z zachwytem patrząc na ptaki, które wydziobywały coś z ziemi. Dostrzegła też sarnę biegnącą za drzewami.
-To nie wszystko-powiedziała Elizabeth-jest coś jeszcze.
Zaprowadziła przyjaciółkę do drzewa i zaczęła się wspinać.
-No chodź-rzekła-to coś jest na górze.
Laura z mieszanymi uczuciami zaczęła sie wspinać. Po chwili oczom dziewczyn ukazało się gniazdo, a w nim jajko.
-Jest tylko jedno jajko-Zauważyła Laura-gdzie reszta? Powinno być więcej.
-Nie wiem, ale zdaje mi się, że to gniazdo, razem z jajkiem jest opuszczone. Od ponad tygodnia nie widziałam tu żadnego ptaka.
-Może przylatują, kiedy ciebie nie ma?-zastanawiała się dziewczyna, poprawiając blond grzywkę.
-Może-odparła Elizabeth z nadzieją w głosie-Chodźmy, za pół godziny obiad. Będą się o nas martwić, a przecież jeszcze musimy się przedrzeć przez te chaszcze.
                           ***
Elizabeth wyszła na podwórze. Było po dziesiątej wieczorem, słońce schowało się już za horyzontem, a księżyc wpełzną na niebo. Dostrzec nożna było gwiazdy. Dziewczyna siedziała na wilgotnej trawie, otulona kocem i wpatrywała się w przestrzeń. Usłyszała kroki, odwróciła się więc rozglądając się z niepokojem. Zagwizdał wiatr z księżyc oświetlił lekko chodnik. Elizabeth wstała zaniepokojona. Weszła na ścieżkę, potem na zimną kostkę, jaką wyłożony był podjazd. Księżyc świecić śmielej, z drzew pozrwały się ptaki. Wrona przysiadła obok nóg dziewczyny i popatrzyła na nią swoimi małymi, czarnymi oczkami. Po ścieżce przebiegł kot, kulejący na jedną nogę. Dziewczyna nie ruszała się z miejsca, czuła, że coś się stanie. Coś dziwnego, czego się nie spodziewała. Wkrótce stwierdziła, że jej przeczucie się sprawdziło. Z domu dziecka wybiegła dziewczyna.
-Laura?-pomyślała Elizabeth.
Nie, ona ma blond włosy, a postać, którą widziała, ma czarne. Elizabeth skuliła się za krzakiem i obserwowała. Postać poruszała się szybko, rozglądając się we wszystkie strony. Trzymała coś w rękach, jakąś skrzynkę. Obróciła się jeszcze raz i zniknęła za rogiem. Elizabeth wstała i otrzepała się z kurzu. Poszła. Ale nie do domu dziecka, lecz w stronę postaci. Miała zamiar dowiedzieć się kto wychodzi w stronę parku o takiej porze.

Dziękuję, do zobaczenia!
Mounty <3
Ps. Zapraszam na
aska
Ps2. Dziękuję za 2,011 wejść i 15 obserwatorów. Jesteście wielcy <3

wtorek, 2 lipca 2013

Elizabeth Growd cz.III

Hej....


                                                                       III
 Usiadła na ławce, tej samej co wczoraj.
  Dzień nie był już taki deszczowy. Pięknie świeciło śłońce, a jego promienie zdawały się otulać wszystkie drzewa, krzewy, wszystkie zwierzęta, ludzi. Lecz Elizabeth miała wrażenie, jakby promienie omijały ją szerokim łukiem. Może to przez jej paskudny humor?
Zza zakrętu wyszedł, a raczej wypełzną mężczyzna w czarnym płaszczu z kapturem. Elizabeth popatrzyła na niego z niechęcią. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, szczególnie z nim. Ale on jakby tego nie zauważył. Uśmiechnął się głupio i powiedział:
-A kogo to moje oczy widzą? Przyszłaś, to dobrze.
-Czego znowu chcesz? Może poprosisz o buziaka?
-Och, nie, nie teraz. Chciałem się spytać, czy chcesz ze mną zamieszkać? To napewno lepsze od domu dziecka, prawda?
-O nie. Wszystko jest lepsze od mieszkania z tobą. Szczególnie po tym, co zrobiłeś.
-Ale przecież jesteś tam sama.-na jego twarzy ukazał się wyraz triumfu.-Bez nikogo. Bez przyjaciół, bez bliskich...
-Ależ nie. Mam przyjaciółkę, Laurę. Jej mama zginęła, tata odszedł, a siostra... Znikneła, niewiadomo gdzie.
-Laura? -ojciec zbladł.
-Tak, Laura. -odpowiedziała i odeszła zostawiając ojca w środku parku.
                                                                 ***
 -Laura! Laura!
 Elizabeth stała na podwórku i wołała przyjaciółkę. Z okna wyjrzała dziewczyna o blond włosach.
-Zejdziesz na dół?
-Tak, zaraz.
Rozległ się tupot stóp, z budynku domu dziecka wyszła Laura, dziewczyna o blond włosach i ciemnoniebieskich oczach.
-Chodź-powiedziała Elizabeth-muszę ci coś pokazać...

Dziękuję, żegnam.
Mounty

Ps.Wracam wieczorem z niespodzianką ;3

czwartek, 6 czerwca 2013

Elizabeth Growd III

Dziś krótko. Zapraszam do czytania.



                                                                       III
 Usiadła na ławce, tej samej co wczoraj.
  Dzień nie był już taki deszczowy. Pięknie świeciło śłońce, a jego promienie zdawały się otulać wszystkie drzewa, krzewy, wszystkie zwierzęta, ludzi. Lecz Elizabeth miała wrażenie, jakby promienie omijały ją szerokim łukiem. Może to przez jej paskudny humor?
Zza zakrętu wyszedł, a raczej wypełzną mężczyzna w czarnym płaszczu z kapturem. Elizabeth popatrzyła na niego z niechęcią. Nie miała ochoty z nikim rozmawiać, szczególnie z nim. Ale on jakby tego nie zauważył. Uśmiechnął się głupio i powiedział:
-A kogo to moje oczy widzą? Przyszłaś, to dobrze.
-Czego znowu chcesz? Może poprosisz o buziaka?
-Och, nie, nie teraz. Chciałem się spytać, czy chcesz ze mną zamieszkać? To napewno lepsze od domu dziecka, prawda?
-O nie. Wszystko jest lepsze od mieszkania z tobą. Szczególnie po tym, co zrobiłeś.
-Ale przecież jesteś tam sama.-na jego twarzy ukazał się wyraz triumfu.-Bez nikogo. Bez przyjaciół, bez bliskich...
-Ależ nie. Mam przyjaciółkę, Laurę. Jej mama zginęła, tata odszedł, a siostra zaginęła.
-Laura? -ojciec zbladł.
-Tak, Laura. -odpowiedziała i odeszła zostawiając ojca w środku parku.
                                                                 ***
 -Laura! Laura!
 Elizabeth stała na podwórku i wołała przyjaciółkę. Z okna wyjrzała dziewczyna o blond włosach.
-Zejdziesz na dół?
-Tak, zaraz.
Rozległ się tupot stóp, z budynku domu dziecka wyszła Laura, dziewczyna o blond włosach i ciemnoniebieskich oczach.
-Chodź-powiedziała Elizabeth-muszę ci coś pokazać.

Dziękuję, Mount
PS. zapraszam na aska

środa, 29 maja 2013

Elizabeth Growd II

Czeeeść :D  Ja już po wycieczce, zdjęcia kiedy indziej, teraz druga cz. Książki :3
Zapraszam do czytania :D 




                                                                      II

 Siedziała na podwórku domu dziecka i jadła bułkę z masłem.
 -Może chcesz szyneczkę, albo pomidorka? -zapytała opiekunka.
-Nie, dziękuję. -odparła sucho Elizabeth, po czym poszła na tyły domu.
Podeszła do niej dziewczyna, na oko miała może siedemnaście lat. Jej długie blond włosy opadały jej na ramiona. Była bardzo ładna.
-Dlaczego jesteś smutna? -zwróciła się do Elizabeth.
-Ja wcale nie jestem smutna.
-Nie żartuj. -dziewczyna dosiadła się.-Przecież widzę, że coś Cię trapi.
-Zdaje Ci się. A z resztą, kim ty jesteś, żeby mnie tak wypytywać?
-Jestem Laura. Nie masz rodziców, prawda? Zgineli w wypadku?
-Nie -odpowiedziała smętnie Elizabeth.-Tata żyje, ale ja nie chcę go znać.
-A co z matką?
-Nie ważne. A co z Twoimi rodzicami?
-Ja zostałam porwana kiedy miałam cztery lata. -z jej oka wypłynęła łza.- Wiem tylko, że miałam siostrę, czarno-włosą. Chyba, tak mi się zdaje.
-Ale znalazłaś się, dlaczego nie powróciłaś do rodziny?
-Matka zmarła, siostra zaginęła, ojciec wybył. Chciałam szukać, ale dałam sobie spokój. Byłam w trzech różnych domach dziecka, wreszcie trafiłam tu. A teraz muszę lecieć, mam dyżór w kuchni.
-Pomogę Ci.-zaproponowała Elizabeth.
-Naprawdę? To chodź!

                                                                ***
Było już po dziesiątej wieczorem, kiedy Elizabeth wyszła z łazienki i zamierzała położyć się spać. Nagle do jej pokoju weszła opiekunka.
-Był dziś tu jakiś mężczyzna. Pytał o Ciebie. Miałaś dyżór z Laurą, więc powiedziałam, że Cię nie ma. Zostawił Ci list.-Podała dziewczynie kopertę z jej imieniem.-Dobranoc.
-Dobranoc.-odpowiedziała szybko dziewczyna i zamknęła drzwi. Wyjęła z koperty kartkę żółto-białego papieru z nabazgranym zdaniem:
Jutro o 17.00 w starym parku na Damrota. Bądź.

Dziewczyna opadła na łóżko. Pójdzie. Na pewno...

Dziękuję i przypominam o asku, Mounty

sobota, 25 maja 2013

Elizabeth Growd cz.I

Witajcie. Mam dla was fragment nowej książki ;3
Kto nie lubi strasznych historii, to żegnam. 
A, i jeszcze coś. Ta książka, to tak jakby historia tej nowej lalki :D
To wszystko, miłego czytania. 

                                             Ellisabeth Growd

                                                  I
 Siedziała na brudnej ławce w opuszczonym parku.
  Z nieba zaczął padać deszcz. Najpierw małe kropelki, kapuśniaczek, potem krople coraz większe, aż wreszcie ogromne jak ziarna fasoli. Lecz ona nie ruszyła się nawet z miejsca. Jakby ktoś przykuł ją do brudnych, pękających desek, z których ktoś bardzo inteligentny skleił ławkę. Nagle zza zakrętu wyszła postać w czarnym, długim płaszczu z kapturem, który opadał tajemniczemu osobnikowi na twarz.
Elizabeth wstała. Postać podeszła do niej.
-Kochana, czyżby to łzy wypływały z Twoich oczu, czy to tylko deszcz? -Powiedział męskim głosem.
- Deszcz. -odpowiedziała chłodno dziewczyna. - Czego chcesz?
- Ja?- zdziwił się mężczyzna. - Nie mogę się po prostu spotkać z córką?
- Nie jestem Twoją córką! -wrzasnęła dziewczyna. Teraz z oczu płynęły jej już najprawdziwsze łzy.
- Bez nerwów, spokojnie kochanie.
- Żadne kochanie. Po tym, co mi zrobiłeś już nie potrafię ci zaufać. Opuściłeś mnie i mamę, a potem zabiłeś ją. Zostałam sama, i teraz co? Chcesz udawać świetnego ojca, który kocha swoją córeczkę?
Mimo kaptura, na twarzy mężczyzny można było dostrzec głupi uśmiech, a potem spojrzenie pełne podziwu.
- Odważna jesteś. Chodź, bo się przeziębisz.
Lecz dziewczyna nie posłuchała go, tylko odwróciła się i pobiegła w stronę starego mostu, a mężczyzna po prostu wybuchnął przerażającym śmiechem. Mimo, że trząsł się z zimna (Czego z resztą nie był w stanie powstrzymać), dalej śmiał się głośno i przerażająco. Śmiech ten dotarł do uszu Elizabeth. Miała ochotę zawrócić i zrobić mu to, co on zrobił jej matce. Ale nie. To on powinien trafić do więzienia, nie ona. A jego nikt tam nie zamknie, ponieważ nikt nie widział samego zabójstwa. Ojciec sprytnie to rozegrał. Sprowadził swą żonę do parku, do tego parku, w którym ona przed chwilą była, a potem zabił ją, bez świadków, po cichu. Ale ona wiedziała, że to on. Tylko on mógł to zrobić. Tylko on...

Dziękuję, żegnam :)
Mounty♥ 


ps. Od poniedziałku do środy jestem na wycieczce klasowej, więc mnie nie będzie.
ps2. zapraszam na aska.