Witajcie. Mam dla was fragment nowej książki ;3
Kto nie lubi strasznych historii, to żegnam.
A, i jeszcze coś. Ta książka, to tak jakby historia tej nowej lalki :D
To wszystko, miłego czytania.
Ellisabeth Growd
I
Siedziała na brudnej ławce w opuszczonym parku.
Z nieba zaczął padać deszcz. Najpierw małe kropelki, kapuśniaczek,
potem krople coraz większe, aż wreszcie ogromne jak ziarna fasoli. Lecz
ona nie ruszyła się nawet z miejsca. Jakby ktoś przykuł ją do brudnych,
pękających desek, z których ktoś bardzo inteligentny skleił ławkę. Nagle
zza zakrętu wyszła postać w czarnym, długim płaszczu z kapturem, który
opadał tajemniczemu osobnikowi na twarz.
Elizabeth wstała. Postać podeszła do niej.
-Kochana, czyżby to łzy wypływały z Twoich oczu, czy to tylko deszcz? -Powiedział męskim głosem.
- Deszcz. -odpowiedziała chłodno dziewczyna. - Czego chcesz?
- Ja?- zdziwił się mężczyzna. - Nie mogę się po prostu spotkać z córką?
- Nie jestem Twoją córką! -wrzasnęła dziewczyna. Teraz z oczu płynęły jej już najprawdziwsze łzy.
- Bez nerwów, spokojnie kochanie.
- Żadne kochanie. Po tym, co mi zrobiłeś już nie potrafię ci zaufać.
Opuściłeś mnie i mamę, a potem zabiłeś ją. Zostałam sama, i teraz co?
Chcesz udawać świetnego ojca, który kocha swoją córeczkę?
Mimo kaptura, na twarzy mężczyzny można było dostrzec głupi uśmiech, a potem spojrzenie pełne podziwu.
- Odważna jesteś. Chodź, bo się przeziębisz.
Lecz dziewczyna nie posłuchała go, tylko odwróciła się i pobiegła w
stronę starego mostu, a mężczyzna po prostu wybuchnął przerażającym
śmiechem. Mimo, że trząsł się z zimna (Czego z resztą nie był w stanie
powstrzymać), dalej śmiał się głośno i przerażająco. Śmiech ten dotarł
do uszu Elizabeth. Miała ochotę zawrócić i zrobić mu to, co on zrobił
jej matce. Ale nie. To on powinien trafić do więzienia, nie ona. A jego
nikt tam nie zamknie, ponieważ nikt nie widział samego zabójstwa. Ojciec
sprytnie to rozegrał. Sprowadził swą żonę do parku, do tego parku, w
którym ona przed chwilą była, a potem zabił ją, bez świadków, po cichu.
Ale ona wiedziała, że to on. Tylko on mógł to zrobić. Tylko on...
Dziękuję, żegnam :)
Mounty♥
ps. Od poniedziałku do środy jestem na wycieczce klasowej, więc mnie nie będzie.